A dziś pada i pada...


A jak wiadomo w czasie deszczu dzieci się nudzą... 
Dziś w Dubaju jak w Polsce w listopadzie. Od rana pada z małymi przerwami, ale prawie cały czas. Niebo zasnute chmurami, jest szaro i ponuro. A do tego boli mnie nieziemsko głowa - uhh nienawidzę takiej pogody! Na szczęście nie zdarza się ona tutaj często!
Temperatura też nie powala, jest jakieś 18 stopni i wieje - pogoda dość beznadziejna. Turystów cała masa i pewnie nie są zadowoleni z aury za oknami. Jedna pocieszająca dla nich rzecz to miesiąc wyprzedaży, który zaczął się 2 stycznia -  mianowicie Dubai Shopping Surprises. Szał zakupowy się rozpoczął, wszędzie wyprzedaże, a obniżki sięgają 70% a czasem nawet więcej. Centra handlowe pełne, ledwo da się przejść! Hmm trzeba by się wybrać i zobaczyć czy w przecenach jest coś co podobało mi się ale uznałam za za drogie - tylko te tłumy mnie odstraszają!

I nadszedł nowy rok...

Nowy Rok już jest. Wczoraj była piękna pogoda, czysto niebieskie niebo, słoneczko i miła temperatura, czyli 24 stopnie - czego można więcej chcieć w pierwszym dniu nowego roku! Aura nastrajała bardzo optymistycznie na nowy rok :)

Sylwester... Jest to dzień a w zasadzie noc, która jest mi obojętna, wolałabym aby była w lecie! I może zacznę tak jak dziewczyny z 'Ladies' obchodzić go w sierpniu ;) Jak zawsze w Sylwestra zmarzłam strasznie i teraz jestem chora haha, nie zmieniło się nic ze zmianą miejsca zamieszkania :)

Jeszcze raz życzę Wam czytacze moi kochani dużo szczęścia, samych dobrych niespodzianek i wytrwania w postanowieniach!

A tu dwa filmiki z fajerwerkami (post ze zdjęciami, które zrobiliśmy pojawi się niebawem :D)


Fajerwerki z Palmy Jumeirah i wysp Świata - dzięki którym Dubaj zdobył kolejny rekord Guinessa w kategorii największy pokaz fajerwerków. Byłam świadkiem tegoż pokazu i muszę powiedzieć, że wyglądał nieźle - aczkolwiek widziałam tylko część bo sylwestra spędzaliśmy na JBR więc z prawej części palmy.


A tutaj tegoroczny pokaz z Burj Khalifa :)

Miłego oglądania!

Wszystkiego świątecznego...





Dziś spędziłam w zasadzie cały dzień w kuchni, ale za to wszystko już gotowe :) Jutro mam zamiar odpocząć ciutkę, a potem zapakować to wszystko i ruszamy na Wigilię do przyjaciół. Będzie wesoło trzynastka dorosłych plus trójka dzieciaków, dwa psy, kot, papuga i rybki :) Dolores zostaje w domu, ale przygotuję jej świąteczną wołowinkę. Myślę, że taka ilość ludzi by ją zestresowała więc nie zabieram jej ze sobą.

Czytelnicy moi drodzy jeszcze raz wszystkiego co naj na święta i bezproblemowego roku nadchodzącego, przez który przejdziecie mam nadzieję z uśmiechem na ustach :D

Idą święta...

Za oknem niebieskie niebo, kilka chmurek i pełne słońce. Na termometrze jakieś 24 stopnie, jak dla mnie trochę chłodnawo, ale nie narzekam, wiem że są miejsca gdzie jest zimno, szaro oraz leje!

U mnie w domu choinka ubrana, wegański bigos się mrozi, farsz do pierogów gotowy, prezenty zapakowane :) Jeszcze trochę gotowania przede mną, ale wszystko już zaplanowane. Jak co roku przed świętami obejrzałam już 'To właśnie miłość' - jakoś nie wyobrażam sobie świątecznego okresu bez tego filmu. Katuję też świąteczną płytę Michaela Buble :)

Cała dzielnica przystrojona świątecznie! Na głównym rondzie, na specjalnie wybudowanym podeście w fontannie, postawili ogromną choinę. Od wczoraj pienią wodę, aby wyglądała jak śnieg :D


Miło, że próbują nam białasom przybliżyć atmosferę świąt :) Oczywiście wszystkie centra handlowe mają swoje zimowe miasteczka, albo z mikołajami, albo z królową i królem śniegu - prześcigają się w pomysłach :)

Wigilia za 4 dni! Święta, święta :) W tym roku daleko od domu, ale z przyjaciółmi :D

Restauracje #18 Jinja

Pewnego dnia mój mąż stwierdził, że nie przeżyje dnia jeżeli nie zje dobrej tajskiej sałatki z pomelo :) Jedyne miejsce jakie przyszło nam do głowy otwarte było od 19. Zaczęliśmy więc poszukiwania w internecie gdzie można jeszcze zjeść takową sałatkę :) Znaleźliśmy kilka miejsc i postanowiliśmy wybrać się do jednego z nich. Nasz wybór był strzałem w 10!!! Sałatka okazała się pyszna, a inne potrawu które tam zamówiliśmy nie zawiodły nas również. Restauracyjka ta trafiła na stałe do miejsc do których lubimy chodzić. Dodatkowo w Entertainerze można znaleźć kupony do niej :)

A sama restauracja mieści się w dzielnicy Business Bay, w kompleksie budynków o nazwie Executive Towers.
Nie jest to wielka restauracja i dzięki temu jest przytulna. Siedzonka są wygodne, a obsługa miła i zorientowana w tym co sprzedaje :) 




Menu w formie łodygi bambusa bardzo mi się spodobało :)




Na przystawkę zamówiliśmy Popiah czyli takie sajgonki ale na styl singapurski. Dobre były, ale chyba nie będą moim ulubionym daniem.


Jako danie główne ja zamówiłam Black Cod w miso (czyli czarnego dorsza) - było to przepyszne danie, rozpływające się w ustach!


A tu sałatka z pomelo dzięki której wybraliśmy się do tej restauracji. Bardzo dobra! Można ją zamówić w wersji wegetariańskiej lub z krewetkami i kurczakiem.


Zamówiliśmy jeszcze kawkę na deser i ryż z mango - typowy tajski deser. A poniżej nasz rachunek.


Podczas naszej drugiej wizyty w tejże restauracji zamówiliśmy singapurski makaron w wersji wegetariańskiej, a Paweł wziął jakieś curry, ale nie pamiętam dokładnie jaki ono było, oprócz tego, że żółte i z wołowiną :)


Kolejna restauracja godna polecenia :)

Jazirat Al Hamra - nawiedzone miasto

Wszędzie na świecie słyszy się o nawiedzonych miejscach. Jak nie trudno się domyślić w Emiratach też takie jest. Znajduje się w emiracie Ras Al Khaima a jego nazwa to Jazirat Al Hamra, co znaczy po prostu 'czerwona wyspa'. Jest to całe porzucone miasteczko. Początki tej osady to 14 wiek! Było ono zamieszkane do mniej więcej lat sześćdziesiątych poprzedniego stulecia, a następnie porzucone w całości. Ludzie wynieśli się skuszeni przez lokalne władze na nowe tereny, gdzie oferowano lepsze warunki życia. 
Osada, wioska czy miasteczko, jakkolwiek chciałoby się to nazwać pokazuje jak żyli ludzie przed tym jak ropa została znaleziona na tych terenach. Proste zabudowania, ale nie pozbawione uroku!

Pozostało całe miasteczko, gdzie uliczki wiją się między domami, porzuconymi meczetami i sklepikami. Wiele z tych budynków w dalszym ciągu należy do miejscowych, więc nie należy nic z nich zabierać! 

Całość jest trochę surrealistyczna, czułam się trochę jak w Mad Maxie - porzucone miasto po atomowej zagładzie świata ;) Wrażenie jest niesamowite i ten hulający wiatr w ruinach, a oprócz tego kompletna cisza. Znalazłam wiele opowieści o nawiedzających to miejsce dżinach, które pojawiają się pod postacią kóz - niestety nie widziałam tam żadnej kozy, czyli również dżina.


Niektóre domostwa jak to są bardziej nowoczesne, zbudowane na mój gust z betonu, chociaż na materiałach budowlanych znam się jak świnia na gwiazdach, więc pewna nie mogę być. Ale dachy zostały położone starą metodą i wykonane z drewna i liści palmowych. 






A w kuchni nawet kafelki się znalazły :)




Można też tam znaleźć domy budowane starą metodą. Nad morzem nie było wiele kamieni, więc do budowy domów używano tego czego było pod dostatkiem w otaczających wodach, czyli kawałków rafy koralowej.

 


Na mnie wywarło to ogromne wrażenie. Budowali z tego czego mieli pod dostatkiem, a było to w czasach kiedy woda w morzach nie była jeszcze zanieczyszczona, więc pewnie zdolności odradzania się rafy były większe. A poza tym podejrzewam, że prości rybacy nie zastanawiali się nad tym, że mogą zaburzyć równowagę środowiska. 




Piękne są te korale nieprawdaż?



 


 












Te wnętrza mają w sobie wiele uroku, czuć tu byłych mieszkańców, ich troski i małe radości. 

 



Część terenu z najstarszymi budynkami jest ogrodzona i chroniona. Prowadzone też są tam prace archeologiczne.









Poniżej wnętrze minaretu - muszę powiedzieć, że mułła opiekujący się tym meczetem, musiał być sprawnym człowiekiem. Wspinanie się na te wąskie schody 5 razy dziennie aby nawoływać na modlitwę, nie było łatwym zadaniem.









Jedynym mieszkańcem jakiego spotkałam to ta jaszczurka :)



 
 




 







Przepraszam za tą ogromną liczbę zdjęć, ale miejsce to miało w sobie niesamowity, mistyczny niemal klimat. Będąc tam niemal mogłam poczuć zapachy gotowanego jedzenia i usłyszeć szmer rozmów oraz krzyki bawiących się tam niegdyś dzieci! Magiczne miejsce! Czuć tu duchy starej Arabii i na pewno jest to miejsce, które jest świetną lekcją historii tego regionu. Architektura, konstrukcja całego miasteczka - cudowne miejsce! Polecam się tam wybrać. 




 
dubajewo-ESPN-blog © 2010 | Designed by Chica Blogger | Back to top