Dziś o gotowaniu, ale bez przepisów.
Wstałam rano z ogromną chęcią upichcenia czegoś! Od tygodnia jestem sama, bo Paweł wyjechał i jadłam cały czas coś na szybko, tzn. makaron z sosem lub inne w tym rodzaju, które robi się w 20 minut i po ptakach.
Zrazy to chyba mi się dzisiaj przyśniły, bo obudziłam się i miałam je w głowie. Szybki spacerek do pobliskiego Choithrama po to czego mi brakowało, czyli wołowinę i do roboty.
Musztardę miałam przywiezioną z Polski, Kamisa Sarepską. Tutaj musztardy są ok, ale Sarepska Kamisa jest najlepsza pod słońcem (moim skromnym zdaniem)!
Ogóreczki, ja najbardziej lubię jak w zrazach są kiszone. Na szczęście kiszone można tu kupić. Nie są one do końca takie jak nasze, ale do zrazów czy ogórkowej się nadają jak najbardziej :)
Zraziki sobie się pyrkolą teraz w bulionie warzywnym i pachną, pachną w całym domu :)
Hehe Pawku się ucieszy jak zobaczy - a spróbował by nie :P
A ten zapach miesza się z czekoladowym zapachem brownie! Brownie chodziło za mną od kilku dni i jak już weszłam do kuchni to zrobiłam je też.
Ślinka mi cieknie...

.jpg)
.jpg)



0 comments:
Post a Comment