Ulice w Delhi są pełne wymieszanych ze sobą aut, tuk tuków, rikszy rowerowych, pieszych, rowerów i krów. Ruch jest szalony a ulice z gumy :) Liczba pasów to tylko orientacyjna liczba poruszających się tam pojazdów. Na 4 pasmowej ulicy zazwyczaj mieści się koło siebie około 6 samochodów! A trzymanie się swojego pasa to rzecz absolutnie abstrakcyjna! Większość aut nie ma lusterek bocznych, nie widzą co się dzieje za nimi, więc wszyscy nagminnie trąbią. Hałas i harmider nie do opanowania. Trzeba się uzbroić w ogromne pokłady świętego spokoju przed podróżami jakąkolwiek komunikacją, a przejście przez ulicę też nie należy do najłatwiejszych, najprzyjemniejszych i nie najbezpieczniejszych - w zasadzie jest to igranie ze śmiercią ;) no może ciut przesadzam!
Te małe banany powyżej są pyszne! Na większości straganów z owocami sprzedają również coś co wygląda jak niedojrzałe pomarańczo - mandarynki, są żółto zielone i bardzo słodkie - pycha.
Czerwony Fort w Delhi wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Był to pałac szacha Dżahana, który przeniósł stolicę ówczesnych Indii z Agry do jednego z siedmiu starożytnych miast Delhi (nazwa tego miasta jest długa i skomplikowana więc sobie ją podaruję). Fort leżał wzdłuż rzeki Jamuny, która była częścią jego fosy (obecnie rzeka płynie dość daleko od fortu). Jest to chyba najbardziej znana atrakcja turystyczna stolicy Indii.
A to już ulica z targiem przyprawowym.
Targ przyprawowy mieści się w dawnym pałacu, który popada teraz w ruinę. Szkoda, bo piękny.
Można tutaj kupić wszystko, a wszechobecny zapach suszonego chili zatyka dech i wywołuje napady kaszlu, nie tylko u turystów, również u pracowników targu.
Małpki jest ich w całych Indiach bardzo dużo.
Na samym targu nie można robić zdjęć, są tam ogromne tablice, że podobno zagraża to bezpieczeństwu. Zdjęcia zrobiłam z dachu pałacu. Te wory tam w dole to głównie chili!
Na wewnętrznym dziedzińcu zbudowano wątpliwej piękności budynki mieszkalne, a coś co wygląda dla nas jak slumsy wdziera się wszędzie. Poczucie czystości mamy jednak zupełnie odmienne niż mieszkańcy subkontynentu.
Wiewiórki pasiaste można spotkać również niemalże wszędzie :)
Dwie pierwsze opowieści o Delhi pokazują te biedniejsze oblicze tego miasta. Później pokażę też bliższe europejskości.














































0 comments:
Post a Comment